LASKOWICE - LEOSIA - GRÓDEK - WIERZCHUCIN - TLEŃ - SMĘTOWO (rowerem)
SMĘTOWO - OPALENIE - KWIDZYN - LIWA - MALBORK - KACZYNOS - STALEWO - DRUZNO - MARZĘCINO (samochodem) 11-14 czerwca 2009
**ostatnia aktualizacja: 5.08.2009**
Tu schematyczna F mapka z Wikimapii, z naniesioną schematycznie trasą. Pochodzi ona ze strony: http://wikimapia.org/#lat=53.9205161&lon=18.7261963&z=9&l=28&m=m&v=1 (tu możecie pojeździć sobie kursorem, powiększyć i poszukać szczegółów trasy, zmienić na obraz satelitarny).
Wyrażam dozgonną wdzięczność WIKIMAPII za umożliwienie nam korzystania z ich dzieła!
Standard: wyłgiwanie się przyjaciół przed Bożym Ciałem (planowany był kajak na Wdzie), ale też i bardzo kiepskie prognozy pogody od miesiąca. Decydujemy się w środę zastępczo na rower z Zosią i Milą – w Tucholskie. Ulewa zawraca nas już z drogi na dworzec. W czwartek piękna pogoda, więc pociągiem do Laskowic.
Tu bardzo ciepło, ale niebo zaciąga się granatowo. Jedziemy w rejon elektrowni na Wdzie. Najpierw do największego na Pomorzu głazu narzutowego, jakieś 500 m od stacyjki Leosia. Inne kamienie: Tychowo, Święty Kamień E od Tolkmicka, głazy w lasach Darżlubskich, Wysoczyzny Elbląskiej oraz okolic Ełganowa

Na niemieckiej mapie opisany jako Teufelstein (diabelski kamień), teraz Kamień św. Wojciecha; no cóż… (Wańkowicz opisuje że w jednej z nadgranicznych restauracji w dwujęzycznym menu polecano Hohenzollerntopf, co po drugiej stronie jadłospisu przetłumaczono jako befsztyk á la Kościuszko. Zbożne intencje graniczą czasem ze śmiesznością). Nowy most kolejowy, gdzieś obok resztki starego. Odsyłam do interesującej strony http://bractwoczarnejwody.org.pl/nowa3/grodek.html , z której zaczerpnąłem tu kolejne dwa zdjęcia (inne linki - na końcu).




Wda jest tu bystra, zmienna w zależności od pracy elektrowni powyżej (teraz Unia wymusiła utrzymywanie stale przepływu; dawniej okresami wody po prostu nie było), zdecydowanie mniej malownicza i miejscami trudna i uciążliwa o wiele bardziej niż w środkowym odcinku.

Przez mokry las brodem poprzez rzeczkę, w Gródku pierwsza krótka ulewa przed sklepikiem. Kilkaset metrów do elektrowni Gródek. To także element polityczno-krajoznawczy. Po objawieniu w 1920 wrogości do Polski zniemczonego WMGdańska, decyzji budowy portu w Gdyni, budowy linii „węglowej” przez Kościerzynę, powstała potrzeba budowy elektrowni. Najbliższe korzystne usytuowanie było aż tu, znacznie ponad 100 km od Gdyni. Zbudowana (a właściwie dokończona) w błyskawicznym tempie, oddana do użytku w 1927 (otwierał Prez. Mościcki, profesor, inżynier F chemik, wynalazca oryginalnej technologii kwasu azotowego, założyciel Zakładów Azotowych w Tarnowie), zasilała nie tylko Gdynię, ale i znaczną część Pomorza (wysokość spadku 18 m, moc 4 MW, wtedy największa w Polsce). Wewnątrz elektrowni stare zabytkowe turbiny i generatory; zakład pracuje do dziś w okresach zwiększonego zapotrzebowania.


Kolejną ulewę przeczekujemy obok pobliskiego domku, gdzie gospodyni częstuje kawą na tacy. Wzdłuż kanału doprowadzającego kilkaset metrów do stawu na którym odbudowana figura, obok kamień papieski (na łące miejsce na biwaczek).

Dłuższy objazd niezbyt interesującą okolicą na pn-zach. Rówienica i Drzycim. Następnym razem trzeba będzie podjechać do kolejnej zabytkowej elektrowni Żur na końcu malowniczego jeziora w Tleniu.
** No, to właśnie jest ta okazja. Podjeżdżam do elektrowni, udaje mi się wywołać bardzo sympatycznego pana z załogi, który oprowadza mnie przez prawie godzinę. Ta elektrownia wybudowana była całkowicie przez Polaków, moc 2x 4,4 MW, stare czeskie turbiny Kaplana i szwedzkie generatory. Część starych urządzeń zgromadzono w pomieszczeniu pełniącym rolę muzeum. Otwarcie przez prez. Mościckiego. W 90-tych latach dobudowano pomieszczenie techniczne, które niestety utrudniło kajakarzom spławienie kajaka. Nieczynny jest także inny interesujący element: zestaw oporników chłodzonych Wdą, jako obciążenie awaryjne generatorów. Elektrownia jest bardziej interesująca od tej kilka km niżej - w Gródku. http://bractwoczarnejwody.org.pl/nowa3/zur.html


**
W Drzycimiu kolejna ulewa.



W burzową, ekscytującą granatowym niebem pogodę, jazda ładną zieloną okolicą. W Jastrzębiu okazały odbudowywany dwór w rozległym parku ze stawem.

Lniano, dalej na pd. Rozkładamy się w ładnym miejscu na pn-zach. brzegu jez. Ostrowite, zaczyna padać i wstaje silny wiatr. Namiot jest maleńki, wiatr łomoce w nas mokrymi ścianami, noc jest paskudna. Rano pochmurno i zimno, krążymy przez Błądzim do Wierzchlasu. Największe skupisko starych cisów, zachowane tu zbiegiem przypadku; ulubione miejsce plenerów malarskich Wyczółkowskiego.




Obok leśnictwa pole biwakowe z wiatą, mnóstwo kolorowych tablic. Tyle tylko można zobaczyć – niespodzianka: wejście do rezerwatu (z przewodnikiem, możliwe tylko za zezwoleniem urzędnika z Bydgoszczy). Zakrawa to już na paranoję: zakaz fotografowania kościołów na Dolnym Śląsku, podobnie w muzeach, tablice zakazu wstępu do lasu z powodu zagrożenia pożarem, tkwiące potem całymi tygodniami jesiennych ulew, szlaki kajakowe zamknięte na widok jednego ogona bobra, pogrodzone bezczelnie brzegi rzek i jezior. Przykro, że na bezczelne chamstwo trzeba reagować prymitywnie: rozwiązaniem okazuje się płot.


Tymczasem pogoda robi się piękna, a Zosia musi dziś wracać. W Wierzchucinie urocza stacyjka w Borach, z czterema kierunkami jazdy. W Wierzchucinie jesteśmy zbyt wcześnie, jedziemy najpierw na Cekcyn, potem bardzo ładną trasą przez Zalesie i Zdroje, Wierzchy od południa do Tlenia. W Tleniu Arriva.




Propozycja telefoniczna od niezmordowanego Krzysztofa: jutro na Żuławy. W piękne pogodne popołudnie jadę na Osie, dalej wzdłuż moich ulubionych śródleśnych łąk nad Sobińską Strugą na północ. Wracają chmury,




przez Trzebucz zdążam do upatrzonej ambony na skraju doliny (poniżej na zdjęciu: po lewej, na skraju lasu). Ambona obszerna, z miękką wykładziną, zamykanymi okienkami, dwa samochodowe siedzenia w tym leśnym hotelu. Noc ciepła i wygodna, roje meszek zostają 2 metry niżej.


Rano deszcz pada od świtu co 10 minut, co nie przeszkadza spacerującemu pod amboną żurawiowi w czerwonej czapce. Dopiero po 10 wyrywam się i przez Przewodnik, Kopytkowo do Smętowa, gdzie po 12 dojeżdża Krzysztof. Zbieramy się samochodem przez Opalenie do Widlic, gdzie na skraju skarpy odszukujemy pozostałość pomnika G.Schmida, inżyniera regulującego Wisłę.


zdjęcie z: http://www.marienburg.pl/viewtopic.php?t=1282&highlight=widlice
Długa przeprawa bardzo krótkim archaicznym promem napędzanym nurtem rzeki – do Korzeniewa. W Korzeniewie przenikliwy zimny wiatr, pochmurno, urokliwe zabudowania portu rzecznego, znak wysokiej wody. http://www.chem.univ.gda.pl/~tomek/pieklo






Tu do portu rzecznego wjeżdżała wąskotorówka od strony Marezy/Kwidzyna, a nieco na północ, w Janowie był prom kolejowy do sieci wąskotorowej na lewym brzegu (Gniew - Pelplin). W wale miejsce na założenie przegród powodziowych; tu biegła granica z Niemcami, którą opisuje Wańkowicz w „Smętku”. Przez Kwidzyn jedziemy na późny obiad do Szadowa nad Liwę. Początek deszczu, jazda przez Mł. Watkowice, gdzie ładny dwór oraz oryginalna (spalona w zeszłym roku) wieża. Urokliwy Postolin (znowu „Smętek”). W Malborku deszcz zamienia się w ulewę, niebo niewiarygodnie pochmurne. Zjazd na Kaczynos w tradycyjne nasze miejsce w lasku. Noc spokojna w namiocie.

Rano pogoda znakomita, zjeżdżamy nad Nogat w Ząbrowie koło zakładu wodnego. Zaczyna się fantazyjna trasa mojego przyjaciela. Najpierw do Fiszewa mając nadzieję na słońce dobre do zdjęć symboliki steli mennonickich. Potem na południe Szaleniec z zadbanym mennonickim cmentarzem.



Stalewo ze sławnym domem podcieniowym. Przez Zwierzno do kolejnego cmentarza w Kępniewie; cmentarz nosi ślady rekonstrukcji.





Malownicze drogi-aleje w okolicy, ładny widok krawędzi Starego Dolna, niedaleko resztki grobli z czasów rzymskich. Penetracja i rekonstruowanie zasady działania urządzeń mostu obrotowego na Dzierzgonce, resztki mostu kolejowego linii Elbląg – Myślice.




(Elbląg - Myślice - Miłomłyn - Ostróda - Olsztynek, Kursbuch z 1941). Ciekawostka: nasyp kolejowy skrzętnie rozebrany po wojnie. Bo na Żuławach ziemia była (kiedyś) w cenie; a dzisiaj traktuje się ten najżyźniejszy kąt Polski jako śmietnisko i teren przemysłowy! Jedziemy wałem zachodniego brzegu Druzna; w tej niemal amazońskiej dżungli właściwie nie ma linii brzegowej, a również dostępu do wody.


Tu kiedyś była karczma o znamiennej nazwie Letzter Groschen.
Ostatni Grosz; "pij, pij Bracie pij... na starość torba i kij". Aż dziw, bo u Mennonitów pijaństwo było takim samym występkiem jak wojowanie, bezbożnictwo, przysięgi i nieróbstwo: dlatego nie mieli kieszeni - symbolu łapówek i lenistwa, i aby bezczynnie nie trzymać rąk w kieszeniach. Nie mieli też guzików argumentując to bardzo przekonująco: za czasów Chrystusa (?) nie było guzików; dlaczego więc my mielibyśmy je mieć? Dziś słyszałem podobną argumentację dotyczącą kolei: Bóg stworzył świat bez Kolei - i wiedział co robi...
Wzdłuż najpierw kanału Balewki, potem wzdłuż samej Balewki ścieżka prowadzi do wieży widokowej na skraju Druzna (niezłe miejsce na nocleg, piękne widoki wschodu i zachodu słońca). Oryginalne miejsce: tafla jeziora z niezliczonymi wyspami szuwarów, widocznym nurtem Balewki oraz szlakiem Kan. Elbląskiego, w dali Przezmark na Wysoczyźnie.


Wałem nadbrzeżnym na północ do zachowanej dawnej karczmy Dreirosen. Właściciel mówi o dawnym pobliskim obozie pracy.




Naprzeciw hangar rezerwatu nad dawnym portem, który był dawniej jednym z kilku nad Druznem, wykorzystywanych do transportu ludzi i towarów zarówno do Elbląga jak i na Żuławy.
opis szlaków wodnych w okolicy: http://www.zalewwislany.pl/rzeki-delty-wisly-petla-zulaw/balewka
Na północ do kolejnego mostu: zwodzonego na Tinie.


Przez Elbląg, Kępki do Marzęcina. Kolega penetruje chaszcze na prawym brzegu Kan. Panieńskiego w poszukiwaniu rzekomych urządzeń pompujących wodę z Kanału – bo tak wynikałoby logicznie z jego poprzednich rekonstrukcji.

Przyłącza się miejscowy, który rzeczywiście pokazuje ceglane przepusty. No, powiększa się mój szacunek do inżynierskich kwalifikacji kolegi! http://www.forum.dawnygdansk.pl/viewtopic.php?t=712&postdays=0&postorder=asc&start=75&sid=556687bec25649a3a7b8f33f5721c255 Natomiast słyszymy też pokutującą wersję o rzekomym podwodnym tunelu do podziemi kościoła. Powrót. Prawda, jakie te Żuławy są nudne?
Wszystkie plany wywróciła zwariowana pogoda oraz tradycyjna niechęć wielu znajomych do ruszenia tyłków z domu. Długi weekend okazał się jednak bardzo urozmaicony. Narzekałem ostatnio na Arrivę; sygnalizuję jednak teraz kolejowo-żuławską atrakcję: pociągiem od strony Torunia, Kwidzyna przez Malbork, Nowy Dwór na Żuławy.
Ale tamta sprawa pozostała: co prawda opłata za rower jest teraz symboliczna jak w PR (1 zł), ale przy przesiadce ściągają ją drugi raz; oferta nie tak jak na PR, bo tylko w soboty-niedziele.
I jeszcze przejazd pociągiem Hel - Gdynia - Kościerzyna - Bytów 4 lipca.
http://www.bytow.com.pl/aktualnosci/2009/zjazd/rozklad.xls
Tomasz Pluciński
tomek@chem.univ.gda.pl
| F | strona główna |